Zmarszczki

Człowiek zawsze myśli, że zauważy moment pojawienia się pierwszej zmarszczki. Takiej permanentnej, prawdziwej zmarszczki. Tymczasem moment, kiedy zwykłe zmęczenie skóry wokół  oczu staje się kobiecą zmorą jest zupełnie niezauważalne. Któregoś dnia patrzysz w lustro i bach: jesteś dojrzałą kobietą.

 

Dziwne uczucie – najpierw zrobiłam parę min do lustra, żeby przekonać się, że zmarszczka nie zniknie sama, rozciągnięta mięśniami twarzy. Pomasowałam zgrubienie. Posmarowałam kremem – zmniejszyło się wyraźnie, ale następnego dnia znowu tkwiło, jak wyrzut sumienia. Nie wzbudziło to we mnie strachu, czy rozpaczy – bardziej zdziwienie. Ojej, to już? Człowiek o takich rzeczach nie myśli, po prostu mu się przytrafiają.

Z drugiej strony wolę taki mały szok, niż spędzić pół życia obsesyjnie patrząc w lustro, czy przypadkiem już się nie pojawiły, wklepując kremy, odżywki, maści i inne cuda pod oczy, na szyję, miętosząc piersi w obawie przed zwiotczeniem. Wolę przeznaczyć te pół godziny wieczorem na czytaniu. Zmarszczek nie zatrzymam w magiczny sposób, a dobra książka pozwoli przeżyć więcej, niż jedno życie. W dodatku możemy je przeżyć, nie martwiąc się o zmarszczki.

 

Patrzę krytycznie w lustro – nie, nie dlatego, że jestem zła na to, że moja twarz nie jest już taka jędrna, jak kiedyś. Bardziej jestem zła na siebie, że siateczka zmarszczek pokazuje kobietę dojrzałą, ale zbyt poważną. Za mało zmarszczek śmiechowych. Trzeba to nadrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *